Dzienniczek człowieka: ?

Co pana denerwuje?

Niewiele. Nie może mnie denerwować przecież, skoro staram się rozumieć i uzasadnić, więc bierze mnie tylko paniczne zrozumienie dla całego świata, które może wyrażać się we wściekłości.

Co pana nie denerwuje zatem?

Dlaczego jesteśmy na pan? Może przejdziemy na ty?

Wolałbym nie.

Dlaczego?

Nie uważam, że to stosowne.

Ja natomiast tak. Będę mówił na ty.

Nie zgadzam się na to.

Nie zgadzasz się na to?

Weź spierdalaj.

Dlatego właśnie chciałem powiedzieć, że jestem pełen zrozumienia dla świata nawet w takich absurdach. Co zmienia czy ja mówię na ty czy na pan, czy na pani? Oczywiście – wszystko. Skracam dystans poprzez język, dzięki czemu mogę mówić bardziej swobodnie, ale jednocześnie nie będzie miał pan tej bariery ochronnej autorytetu. I jednocześnie ja mogę palnąć coś idiotycznego, co dla mnie też jest niebezpieczne, bo poprzez ten pryzmat będzie mnie pan następnie interpretował. Jakie to znamienne, choć nie mam żadnych dowodów, ale znamienne dla społeczeństw zachowawczych, takich jak nasze. Wszystko jest przedłużone, bo boimy się siebie nawzajem, więc ładujemy się w bariery ochronne takie jak język, żeby przypadkiem nikt nie złapał nas w osobowości wyłączonej od pozy. Poza jest dużo łatwiejsza. Kiedy pan określa się jako profesor staje się pan profesorem, ja jeśli określam się jako dziecko to staję się dzieckiem i mówię, nawet jeśli mówię mądrze, ale przez aparat gębowy dziecka. Dlatego mam dla pana niby-myśl, a pan ma mega-myśli, choć myślimy to samo.
Rozumiesz pan ty?

Proszę się do mnie tak nie zwracać. Tak, rozumiem.

Idąc dalej tym trupem ja rozumiem też te wszystkie biedne kobiety. Biedne kobiety to jest mój smutek wszeteczny. Biedne kobiety, które muszą się żenić i płodzić, bo im się mówi, że inaczej żyć nie mogą. I co te kobiety robią? Rezygnują  z siebie. Naobiecuje im się tego macierzyństwa, tego lenistwa i wielkiego metafizycznego spełnienia, a dostają jedynie więcej obowiązków i jeszcze mniej przyjemności. A zrezygnowały z wszystkiego z czego mogły zrezygnować. Bo nie mogły zamieszkać ze swoim chłopcem z powodu niewidzialnych istot oceniających stan ich genitaliów. Nie mogły tym bardziej zamieszkać z chłopcem, bo mam nie mogła zamieszkać z chłopcem i teraz to mamy problem, którzy się przedzierzgał w problem córeczki, córuni, która była taką samą obietnicą na nowe życie. Zresztą, nie tylko mamusia, bo poprzez cały ród żeński wstecz przenika poczucie bycia oszukaną przez los i ta dziewczynka musi to również jakoś odczuwać. Nie jesteśmy odcięci wraz pępowiną od problemów naszych przodków, bo oni w nas to wkładają podczas sssssocjalizacji. Tak myślę, wiesz profesorku?

Proszę mnie tak nie

I dalej, te wszystkie dziewczynki żyją tak od 18 roku życia pewnie w wielkim poczuciu winy, bo śpią z tymi chłopcami, którzy potrafią być równie przekonujący jak ich ciała same w sobie, pomieszkują z tymi chłopcami, kłamiąc jednocześnie matkom, siostrom, babkom, ciotkom, że wcale że nie-e, nie jest tak, szabadaba. I nie dość, że czują poczucie winy z tego tytułu to jeszcze, dodatkowo, z tytułu okłamywani tych osób, które zmuszone zostały uznawać za najbliższe. Jak być kobietą panie psorze?

To bardzo skomplikowana kwestia.

Żyć trzeba. Dzieci robić dla dzieci, żenić się dla żony i nikogo innego, palić narkotyki dla przyjemności, studiować teoretyczną fizykę z ciekawości, bić i palić tych, których trzeba! Z siebie wszystko, dla siebie wszystko, bo gdzie ja schowam się w momencie, gdy koca mi już nei starczy, gdy wszyscy pójdą do swoich domów, by się ze mną przez chwilę nei zajmować. Gdzie ja skończę? Zawsze sam.  I jeśli robiłem dla siebie to będę dla siebie wówczas przyjacielem. Nei mogę się szanować jak wszystko co robię jest dla świata, bo taki ja nawet dla mnie będzie popierdółką.
To jest zbyt długa dygresja, mieliśmy rozmawiać o pańskich

O moich, o twoich, ale co twoje to moje, panie psorze. Wszyscy jesteśmy smugą. Myślał pan kiedyś o tym, że w rzeczywistości nie może pan niczego dotknąć? I gdy pana żona mówi, że chciałaby bliżej, bo nie czuje, że jesteście zespoleni wystarczająco to ma rację? Atomy się nie stykają, atomy się nie stykają, a to my i się nie stykamy, a ci my się nie stukają, a ci wszyscy się stukają i przez to jest problem, dobrze?

Niedobrze. Niemądrze. Co pan ze mną robi?

A co by pan chciał? Ja bym chciał, żeby wszystko nie kończyło się wraz z narzuconą ideologią, bo zawsze jest mniej zabawnie wtedy, co nie? mam takie sznurówki do ludzi i na poziomie bezpośrednim zawsze jest przyjemnie albo nie, w każdym razie to ludzkie, ale za nimi zawsze stoi ktoś z krucyfiksem, żeby mnie w pysk pierdolnąć za chamstwo i bluźnierstwo, bo nie lubię pościć w piątek i to ważniejsze niż moje preferencje moralne i zresztą ja sam. Ja sam jest zresztą, schorowany a nie zrodzony, stworzone zostały moje stopy z plugawego nasienia i teraz siedzę w ciemnym pokoju, modląc się, żeby mi nie zeżarło to ostatków baterii, którą mam, żeby moją wiadomość posłał w świat na pohybel tym hipokrytykanckim skurwysynom pełnym żalu do własnej dupy i siebie, którzy uznają, iż jam jest ten nieodpowiednio się zachowujący i należy na mnie narzucić kajdany ostracyzmu społecznego, bo nie zaproszą mnie na parapetówkę albo baby-shower, ale ja nie przejmę się tym, chcąc i będąc cierniem w oku, może czasem niezasłużonym, bo po co psuć komuś stabilność, ale może właśnie przez to potrzebnym.

Czy chciałby się pan czegoś napić?


Niestety, zawsze.

1 komentarz: